środa, 26 września 2007

a co dalej?

hmmm.... Samorząd studencki przygototwał kilka atrakcji dla Erasmusów. Tak w ogóle to podkreślam, że nie jesteśmy erasmusowcami (Liliana, Agnieszka, Jennifer, Julian, Mateusz, Milos i ja). Tworzymy cudowną i zgraną ekipę programu Campus Europae - jednego z najlepszych programów wymiany studenckiej w Europie;), ale niestety jest nas dużo mniej niż erasmusowców, więc decyduję się na małe uogólnienie:).
W poniedziałek festa na casa de estudante. Chyba juz dawno się tak nie ubawiłam, jak tam. Niestety końcówka była trochę gorsza, ale po tym roku mam zamiar pamiętać tylko dobre rzeczy więc nie będę pisać o drobnostkach i szczegółach:).
Następnego dnia koncert TUNY - tradycyjnego portugalskiego zespołu studenckiego. Słyszałam, że w Tunie może być każdy, kto tylko chce - nie musi umieć śpiewać, grać na żadnym instrumencie. Może na przykład machać rękoma albo tańczyć lub robić dobre wrażenie:P.
Tam też bawiłam się dobrze, ale nieco gorzej niż dnia poprzedniego:P. Tuna dziewczyn przynudzała. A ponieważ śpiewały pierwsze, zepsuły atmosferę wieczoru:P.
A dziś - środa - mieliśmy wyprawę do szkoly jako atrakcja dnia na dniu międzynarodowym. Impreza przygotowana średnio - co tu będę dużo mówić. Posadzili nas za stołem, dali mikrofony i mieliśmy odpowiadać na głupie pytania. Dlaczego pytania byly głupie? Bo nie były wymyślone przez dzieci tylko przez nauczycieli i zapisane na kartce, która przechodziła z rąk do rąk. Pod koniec zadano nam jeszcze kilka intresujących pytań - one rzeczywiście były, już tym razem, wymyślone przez uczniów.
Potem spotkanie w sprawie kursu językowego, chwila nad portugalskim (jutro egzamin:/) i SALSA:D. Po salsie pożegnanie Frana, który niestety wraca w piątek do Hiszpani a potem chyba jedzie na sokratesa do Francji...Odwiedza sąsiadów z każdej strony:P.
Jest cudnie, czasu brak, uśmiech nie znika z mojej twarzy. Boję się tylko trochę egzaminu i rozpoczęcia zajęc, ale to już są szczegóły:)
buziaki!!!!!!!!!!!!!!!!!

przygód nigdy za wiele:)

Oj jak ja dawno nie pisałam. Od wycieczki minęło juz tyle czasu. Pojechaliśmy już na dwie kolejne wyprawy. Jedna do Bragi i Narodowego Parku a kolejna do historycznych miejsc i na degustację wina. Park był niesamowity. Zdecydowałam, że jeśli nie jesteśmy jeszcze w raju to na pewno bardzo blisko niego. Strumyki, ukryte między skałami wodospady i stawy - cudowne widoki. Panowie postanowili popływać, później dołączyła do nich Jenny. Na pewno niegdy nie zapomnę tego miejsca i ktokolwiek do mnie nie przyjedzie, chcę go tam właśnie zabrać. Antyczne wioski trochę gorsze, choć nasz przewodnik nadrabiał głupawką, usmiechem i dziwnymi żartami:), najbardziej mnie dziwiło to, że wypił dwie lampki wina i zdecydował się prowadzić samochód - zaraz po wejściu do samochodu wszyscy szybko zapięli pasy:P.
W piątek przed ostatnią wycieczką Ricardo i Julian postanowili zrobić pierwszą integracyjną imprezę dla erasmusów. Wiedzieliśmy, że większość z nich powinna juz przyjechać bo własnie w ten sam dzień zaczynał się orientation week - tydzień poznawania Aveiro i okolic. Na imprezie rzeczywiście pojawiło się sporo ludzi. Tak sporo, że musieliśmy ją robić w dwóch kuchniach akademika jednocześnie:P.
Impreza udana a Ewa następnego dnia na wycieczce znowu niewyspana:P.
Ale nie tylko ja więc w porządku. Tak w ogóle to musze się przyznać, że zaspałam. Wstałam o 9:00 a mieliśmy wyruszyć już o 8:00. Na szczęście portugalska punktualnośc mnie uratowała, nasz przewodnik spóźnił się 45 minut a potem jeszcze załątwiał sprawy w international office. Zdązyłam:)
Na koniec chcę dodać, że jestem naprawdę szczęśliwa;)

piątek, 21 września 2007

brak przygód???

hmm....właśnie się zastanawiam, co miałam na myśli pisząc "brak przygód" w Portugalii bo odkąd to napisałam, przygody się nie kończą:).
Pierwszą i najwspanialszą było zwiedzania Guimaraes - naprawdę urocze miasteczko. Co najlepiej zapamiętałam? Obiad z kilkoma parami sztućców i owoce morza! Jeszcze nigdy nie byłam w takiej restauracji, więc było to dla mnie wielkie przeżycie. Zdecydowałam, że to dużo lepiej, że jestem studentką campus europae a nie erasmusa:P.
Do Guimaraes pojechalismy zaraz po nieprzespanej nocy na plaży. Na początku było ciężko i jak nasz super przemiły przewodnik mnie zobaczył - powiedział - dla Ciebie zamówimy podwójną kawę...
Cały dzień w Porto i Guimaraes były dośc męczące, ale też bardzo przyjemne. W drodze powrotnej (w ogóle jak tylko wsiadaliśmy do jakiegokolwiek pociągu, autobusu czy innego środka komunikacji miejskiej) wszyscy spaliśmy:P.
Portugalczycy to naprawdę miły naród. A nasz przewodnik powiedział w pewnym momencie: "Portugalczycy i Polacy są jak bracia. Gdybym mógł, wyrzuciłbym Hiszpanię do Was a Polskę przeniósł na miejsce Hiszpani" Myślę, że to bylo bardzo miłe:).
Po wyprawie poszliśmy oglądać mecz: Polska - Portugalia w barze z hamburgerami - najlepszymi w Aveiro a może i nawet w całej Porugalii:P. Jak wszyscy wiedzą był remis. Mogliśmy wyjść z baru z podniesionymi głowami, ale czuliśmy się trochę niepewnie wśród tylu Portugalczyków - my byliśmy tam tylko we dwójkę: Mateusz i ja.
Nasz przewodnik: Joao powiedział, że może to dobrze, że Portugalia nie wygrała, bo są już za bardzo pewni siebie, ale i tak on uważa, że portugalski football jest najlpszy w Europie bo ich gra jest jak samba. Po przegranej z Serbią, zdecydowaliśmy wspólnie z Miloszem (chłopakiem z Serbii), że ich gra musi zaczynać przypominać powoli tylko sambę, ale już bez piłki. Ja tam się nie znam:D.

piątek, 7 września 2007

przygody w Portugalii

Właściwie tego jest najmniej. Ogólnie nie znam za dużo ludzi i nie spędzam z nimi czasu. Raz tylko pojechaliśmy na plaze z dwoma portugalczykami i Austriakiem. Smiesznie bylo. Oczywiście uczyli mnie brzydkich słów portugalskich, których nie dałam rady zapamiętać - ale tu akurat jest całkiem dobrze. Wtedy też pomyliłam toalety i weszłam do męskiej - ALE OD KIEDY NA MĘSKIEJ TOALECIE JEST TWARZ Z LOKAMI! chyba tylko w Portugalii.
Potem Portugalczycy podrzucili nas na lekcję salsy, gdzie już byla reszta ekipy. Pierwsze zajęcia były dość nudne, ale o instruktorze już pisałam więc nie będę znów zaczynać:P
Teraz kolejna ciekawa przygoda z powrotem ze sklepu pod Aveiro. Zatrzymaliśmy samochód i wsiedliśmy (Mateusz, kolega z Serbii i ja). Na koniec, kiedy wysiadałam, złapałam szybko swoje torby i dopiero później zauważyłam, że mam tez jszcze jedną - JEDZENIEM DLA RYBEK PORTUGALCZYKA! NO NIE! pomyślałam! ONe teraz zginą przeze mnie!
I obawiam się, że tak będzie. Ja jednak jestem jednym wielkim obciachem i nie powinnam reprezentować naszego kraju :/
Ale mam maila do niego to napisałam - myślę, że już nas nie lubi...
No nic - przygód finish (to brzmi jak fish:/)
buziaki

czwartek, 6 września 2007

dni kolejne i kurs

Dalej były zakupy i poznawianie miasta. zdjęcia możecie zobaczyć w galerii google: http://picasaweb.google.com/ewka.krol
Aveiro jest urocze - myślę, że to dobre określenie tego miejsca.
Sami Portugalczycy mówią, że Aveiro śmierdzi jak Aveiro. A jak śmierdzi Aveiro? Rybą i zgnilizną z kanałów, których jest tu bardzo dużo.
Także, jeśli kiedyś będziecie na targu rybnym możecie powiedzieć: O! Tu śmierdzi Aveiro!
W rzeczywistości nie jest aż tak źle. Mój pokój śmierdzi tylko drewnem albo fermentującymi owocami, w pokoju w nocy jest dużo komarów, które bardzo nie pozwalały mi spać na początku, ale teraz kupiłam DUM DUM! To taki tutejszy Raid.
NAPRAWDĘ POMAGA. Od tego czasu moge spać spokojnie:)
A jak wygląda mój kurs? Jest rzeczywiście intensywny. Już umiem zapytać o godzinę i powiedzieć o sobie kilka zdań, odmieniać regularne czasowniki i w ogóle jestem cool.
No i znam nazwy kilku zawodów i członków rodziny. BOMBA!
Ogólnie portugalski nie należy do najprostszych języków, ale jakoś damy radę.
Zajęcia zaczynają się o 9.00 więc pod prysznic rano idę jak jeszcze Portugalia śpi:P
Nauczycielka - Ana się zawsze spóźnia to też i my się nie spieszymy.
Po zajęciach zazwyczaj mój mózg wysiada i robię sobie popołudniową drzemkę.
WIeczorem w Aveiro zaczyna się życie. Może dlatego, że wtedy temperatura spada o te 3 stopnie i juz można oddychać...
Wieoczrem jest tu bardzo ładnie:)
W srodę byłam na plaży a potem na lekcji salsy! Opalony wysoki przystojny Portugalczyk kręcił biodrami! Hih - ale nie wyglądał szczególnie w tych białych spodniach i obcisłym podkoszulku:P
Myślę, że na instruktorze salsy zakończę dzisiejszą wypowiedź...:)
do następnego razu:)

wtorek, 4 września 2007

pierwsze dni w Aviero

Hej:)
Nazywam się Ewa. W sumie bloga tworzę przede wsyztskim dla moich przyjaciół i znajomych, którzy chcieliby wiedzieć co się u mnie dzieje gdzieś tu - na drugim krańcu Europy:). Jeśli chcecie wiedzieć jakie były moje pierwsze dni w Aveiro, zapraszam do lektury:).
hmmm...zacznijmy od podróży. Pierwsza linia British Airways, druga - TAP Portugal. Dlaczego piszę o samolotach? WIdzieliście kiedyś w samolocie telewizor? Mieliśmy niezły ubaw, ale obawiam się, że zachowaliśmy się jak burżuje wybierając tę właśnie linię. Myślę, że następnym razem będziemy na tyle oszczędni i wygłodniali, że polecimy jakimiś tanimi lotami.
Po 3 godzinach lotu i około 10 godzinach spędzonych na lotnisku dotarłam w końcu do Porto a właściwie o Porto, jak się póżniej dowiedziałam:). Z lotniska odebrała nas Kamila - sympatyczna studentka biotechnologii z Politechniki Łódzkiej, która, jak sam twierdzi, spędziła tu niezapomniany rok. Myślę, że gdyby nie Kamila, w Aveiro bylibyśmy dzień później a może i dwa...
Tak więc początek był całkiem niezły. W pociągu tylko natknęliśmy się na stado rozwrzeszczanych Portugalczyków, ale nie było to dla nas aż tak dużym szokiem, na szczęście.
Co w Aviero w sobotę 1go września? Taksówka i do akademika. Pan taxisto (chyba tak to ię pisze) nie był za bardzo zadowolony po tym jak zobaczył nasze bagaże, ale zabrał nas z otwartym bagażnikiem na miejsce zakwaterowania.
Pokoje w portugalskim akademiku? Dużo drewna, umywalka, biurko, szafa, łóżko, fotel - nic nadzwyczajnego, nawet powiem, że nie podoba mi się za bardzo:P, ale cóż - nie w takich warunkach się sypiało:D.
Wieczorem zdążyliśmy pójść jeszcze na obiad. Dużym zdziwieniem byla dla mnie grupa dzieci bawiąca się pod opieką rodziców w centrum handlowym ok. 1:00 w nocy!
Chyba przyzwyczajają je już do portugalskiego trybu życia - spać do późna, bawić się do rana:).
na dziś kończę.
pozdrowienia z UPALNEGO Aveiro:)