hmm....właśnie się zastanawiam, co miałam na myśli pisząc "brak przygód" w Portugalii bo odkąd to napisałam, przygody się nie kończą:).
Pierwszą i najwspanialszą było zwiedzania Guimaraes - naprawdę urocze miasteczko. Co najlepiej zapamiętałam? Obiad z kilkoma parami sztućców i owoce morza! Jeszcze nigdy nie byłam w takiej restauracji, więc było to dla mnie wielkie przeżycie. Zdecydowałam, że to dużo lepiej, że jestem studentką campus europae a nie erasmusa:P.
Do Guimaraes pojechalismy zaraz po nieprzespanej nocy na plaży. Na początku było ciężko i jak nasz super przemiły przewodnik mnie zobaczył - powiedział - dla Ciebie zamówimy podwójną kawę...
Cały dzień w Porto i Guimaraes były dośc męczące, ale też bardzo przyjemne. W drodze powrotnej (w ogóle jak tylko wsiadaliśmy do jakiegokolwiek pociągu, autobusu czy innego środka komunikacji miejskiej) wszyscy spaliśmy:P.
Portugalczycy to naprawdę miły naród. A nasz przewodnik powiedział w pewnym momencie: "Portugalczycy i Polacy są jak bracia. Gdybym mógł, wyrzuciłbym Hiszpanię do Was a Polskę przeniósł na miejsce Hiszpani" Myślę, że to bylo bardzo miłe:).
Po wyprawie poszliśmy oglądać mecz: Polska - Portugalia w barze z hamburgerami - najlepszymi w Aveiro a może i nawet w całej Porugalii:P. Jak wszyscy wiedzą był remis. Mogliśmy wyjść z baru z podniesionymi głowami, ale czuliśmy się trochę niepewnie wśród tylu Portugalczyków - my byliśmy tam tylko we dwójkę: Mateusz i ja.
Nasz przewodnik: Joao powiedział, że może to dobrze, że Portugalia nie wygrała, bo są już za bardzo pewni siebie, ale i tak on uważa, że portugalski football jest najlpszy w Europie bo ich gra jest jak samba. Po przegranej z Serbią, zdecydowaliśmy wspólnie z Miloszem (chłopakiem z Serbii), że ich gra musi zaczynać przypominać powoli tylko sambę, ale już bez piłki. Ja tam się nie znam:D.
piątek, 21 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz