piątek, 7 września 2007

przygody w Portugalii

Właściwie tego jest najmniej. Ogólnie nie znam za dużo ludzi i nie spędzam z nimi czasu. Raz tylko pojechaliśmy na plaze z dwoma portugalczykami i Austriakiem. Smiesznie bylo. Oczywiście uczyli mnie brzydkich słów portugalskich, których nie dałam rady zapamiętać - ale tu akurat jest całkiem dobrze. Wtedy też pomyliłam toalety i weszłam do męskiej - ALE OD KIEDY NA MĘSKIEJ TOALECIE JEST TWARZ Z LOKAMI! chyba tylko w Portugalii.
Potem Portugalczycy podrzucili nas na lekcję salsy, gdzie już byla reszta ekipy. Pierwsze zajęcia były dość nudne, ale o instruktorze już pisałam więc nie będę znów zaczynać:P
Teraz kolejna ciekawa przygoda z powrotem ze sklepu pod Aveiro. Zatrzymaliśmy samochód i wsiedliśmy (Mateusz, kolega z Serbii i ja). Na koniec, kiedy wysiadałam, złapałam szybko swoje torby i dopiero później zauważyłam, że mam tez jszcze jedną - JEDZENIEM DLA RYBEK PORTUGALCZYKA! NO NIE! pomyślałam! ONe teraz zginą przeze mnie!
I obawiam się, że tak będzie. Ja jednak jestem jednym wielkim obciachem i nie powinnam reprezentować naszego kraju :/
Ale mam maila do niego to napisałam - myślę, że już nas nie lubi...
No nic - przygód finish (to brzmi jak fish:/)
buziaki

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Oj, Ewciu :) Jak sie ciesze, ze jestes bardziej zadowolona niz niezadowolona z tego wyjazdu :) niedlugo tak bedziesz smigac po portugalski, ze zapomnisz o przyjaciolce z dalekiego kraju, a w glowie bedzie ci jedynie przystojny instruktor salsy ;)baw sie dobzre i ucz sie pilnie :) :*

kaczuszka żółta pisze...

Co tak sie obijasz? Prosimy o więcej postów!! :p