Hej:)
Nazywam się Ewa. W sumie bloga tworzę przede wsyztskim dla moich przyjaciół i znajomych, którzy chcieliby wiedzieć co się u mnie dzieje gdzieś tu - na drugim krańcu Europy:). Jeśli chcecie wiedzieć jakie były moje pierwsze dni w Aveiro, zapraszam do lektury:).
hmmm...zacznijmy od podróży. Pierwsza linia British Airways, druga - TAP Portugal. Dlaczego piszę o samolotach? WIdzieliście kiedyś w samolocie telewizor? Mieliśmy niezły ubaw, ale obawiam się, że zachowaliśmy się jak burżuje wybierając tę właśnie linię. Myślę, że następnym razem będziemy na tyle oszczędni i wygłodniali, że polecimy jakimiś tanimi lotami.
Po 3 godzinach lotu i około 10 godzinach spędzonych na lotnisku dotarłam w końcu do Porto a właściwie o Porto, jak się póżniej dowiedziałam:). Z lotniska odebrała nas Kamila - sympatyczna studentka biotechnologii z Politechniki Łódzkiej, która, jak sam twierdzi, spędziła tu niezapomniany rok. Myślę, że gdyby nie Kamila, w Aveiro bylibyśmy dzień później a może i dwa...
Tak więc początek był całkiem niezły. W pociągu tylko natknęliśmy się na stado rozwrzeszczanych Portugalczyków, ale nie było to dla nas aż tak dużym szokiem, na szczęście.
Co w Aviero w sobotę 1go września? Taksówka i do akademika. Pan taxisto (chyba tak to ię pisze) nie był za bardzo zadowolony po tym jak zobaczył nasze bagaże, ale zabrał nas z otwartym bagażnikiem na miejsce zakwaterowania.
Pokoje w portugalskim akademiku? Dużo drewna, umywalka, biurko, szafa, łóżko, fotel - nic nadzwyczajnego, nawet powiem, że nie podoba mi się za bardzo:P, ale cóż - nie w takich warunkach się sypiało:D.
Wieczorem zdążyliśmy pójść jeszcze na obiad. Dużym zdziwieniem byla dla mnie grupa dzieci bawiąca się pod opieką rodziców w centrum handlowym ok. 1:00 w nocy!
Chyba przyzwyczajają je już do portugalskiego trybu życia - spać do późna, bawić się do rana:).
na dziś kończę.
pozdrowienia z UPALNEGO Aveiro:)
wtorek, 4 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz